INFORMACJE | DUCHOWOŚĆ
przemyślenie duchowe seminarzysty
Mozaika Maryja Matka Kościoła

Pięćdziesiąt jeden wezwań ku Jej czci w jednej litanii. Niezliczona ilość książek opowiadających o Niej. Oddzielna dziedzina teologii zajmująca się tylko Nią. Czy jest sens coś jeszcze pisać o Najświętszej Pani? Św. Augustyn mawiał, że aby wyśpiewać chwałę, na jaką Ona zasługuje, nie wystarczałoby ludzkich języków, nawet gdyby każdy z ludzi stał się narzędziem Jej uwielbienia.

Jestem niewolnikiem od ponad roku. Na szyi noszę srebrny łańcuszek, znak mojego słodkiego poddania – szkaplerz. Wszystko co robię, robię dla Niej. Cokolwiek dostaję, otrzymuję z Jej rąk. Dobrowolnie oddałem się w niewolę Maryi. I w końcu czuję się naprawdę wolny.

Prawdziwe nabożeństwo do Matki Bożej, czyli tzw. „oddanie się w niewolę Maryi”, rozpowszechnił św. Ludwik Maria Grignon de Montfort. To od jego słów „Totus tuus ego sum, et omnia mea tua sunt” („Jestem cały Twój i wszystko co moje Twoim jest”), św. Jan Paweł II zaczerpnął motto swojego pontyfikatu. Św. Ludwik powołując się między innymi na historię Estery wstawiającej się za ludem izraelskim (Księga Estery, Rozdział 5) stwierdził, że droga wysławiania Maryi jest najprostszą, najkrótszą i najłatwiejszą ścieżką do spotkania się z Jej Synem twarzą w twarz.

Samo przygotowanie do złożenia aktu oddania się Panu Jezusowi w niewolę przez ręce Matki Bożej trwa trzy tygodnie. Przez ten czas poznaje się dokładnie samego siebie, następnie Maryję i Jezusa Chrystusa. W dniu ofiarowania się Matce Bożej należy złożyć daninę za swoje przeszłe niewierności, wyspowiadać się oraz odmówić - wcześniej własnoręcznie napisany - akt oddania się Maryi po przyjęciu Komunii Św.

Dlaczego to nabożeństwo jest tak bardzo potrzebne szczególnie dla nas kleryków, zakonników? Maryja jest nazywana „Wychowawczynią powołań kapłańskich i zakonnych”, „Strażniczką czystości” i „Mistrzynią życia duchowego”, czy można więc znaleźć doskonalszy drogowskaz do wzrastania w świętości?

Niepokalane Serce Maryi Panny

Pewnego razu do furty klasztornej zapukał kandydat, chcący wstąpić w szeregi pewnego zgromadzenia. Stanął więc przed przełożonym domu zakonnego i resztą mnichów, aby odpowiedzieć na wstępne pytania, warunkujące przyjęcie ochotnika do zakonu. „Modlić się lubisz?” zapytał przełożony. „Uwielbiam. Potrafię godzinami klęczeć, będąc zatopionym w modlitwie.” odpowiedział kandydat. „Pracy fizycznej się nie boisz?” zapytał stary mnich. „Nie, pracy się nie boję.” Powiedział od razu młodzieniec. „A Matkę Boską kochasz?” zapytał przełożony. „A po co? Ja się modlę prosto do Pana Jezusa, nabożeństwo do Maryi mi nie jest potrzebne.” odpowiedział kandydat. „Powołanie to on ma, ale bez miłości do Maryi nie wytrwa.” cicho powiedział najstarszy mnich.

Maryjo. „Czyń ze mną co tylko chcesz. Możesz obchodzić się ze mną jak ze wszystkimi kwiatami Tego ogrodu: zabrać mnie stąd, choćby i dziś, i przesadzić w inne miejsce; podlewać wodą pociech lub dotknąć suszą oschłości i trudu, otoczyć pięknymi kwiatami ludzi bliskich i przyjaznych lub cierniami niechętnych i wrogich. Możesz dać mi obfitość pokarmu, lub jałową glebę głodu, braków i niepowodzeń, a nawet odciąć mnie od korzenia życia i zdrowia, bo wiem, że w Twoich rękach będzie mi najlepiej.”